webriddles

Cześć! Wreszcie się przełamałem aby założyć własnego bloga. W związku z tym będę tutaj, od czasu do czasu, zamieszczał jakieś posty, Jedne bardziej związane z moim życiem inne mniej. Myślę iż moje teksty będą nawiązywały do takich tematów jak muzyka, informatyka, film, turystyka, życie prywatne i "inne". Serdecznie zapraszam do lektury :)

Bajka cz.3

wtorek, 23 marca 2010

Mały Książę odleciał z planety pijaka. Ten dalej sączył wódkę z kolejnej butelki.
- Wszystko jest bezsensu. Picie jest bezsensu! Wódka jest bezsensu! No bo co takie sensownego jest w wódce?! Nic! Tylko kaca masz, albo rzygasz! Pijesz żeby zapomnieć. A co sensownego jest w piciu? Nic! Ja piję, żeby zapomnieć, że piję. Błędne koło zamknęło się i wciąż się kręci. Nie zatrzymam go bo było by to bezsensu. Nie umiałbym żyć w nowym świecie bez picia. Bezsensu! W ogóle co to za życie bez picia?! Każdy musi się czasem napić, każdy! Kwestią jest tylko to, co ludzie piją. Jedni piją herbatę, drudzy piją kawę, a jeszcze inni piją wódkę. Tak, ja jestem tymi ostatnimi. Będę pił wódkę bo tak lubię i nie muszę widzieć w tym sensu. To był mój wybór, jeszcze jak byłem młody. Każdy ma wybór, każdy ma własny. Tylko od Ciebie zależy którą drogą pójdziesz. Czy będziesz pił wódkę, czy wodę. Ale to też jest bezsensu, bo nawet jeżeli będę pił herbatę to co mi po niej? Napój jak napój, też z wody. A więc każdy napój jest z wody, więc każdy napój jest taki sam. Bezsens! Gdzie jest różnorodność!

Etykiety:

Wszedł na wzgórze, a zszedł z góry

poniedziałek, 22 marca 2010


Posłuchajcie
Dzisiaj trochę o muzyce, a mianowicie o soundtracku z filmu "The Englishman Who Went up a Hill But Came Down a Mountain". Muzykę tę skomponował nie jaki Stephen Endelman, nie miałem okazji go wcześniej przesłuchać, ale ta płyta jest wręcz magiczna. Irlandza muzyka w tle jest niczym narkotyk, a dopełniające ją inne dźwięki jak po prostu nie mogłyby być dobrane lepiej! Muzyka ta wypełnia mnie i jedyne co mogę powiedzieć słuchając jej to tylko "Ah...!", nie ma się do czego przyczepić, po prostu majstersztyk. Niestety, muzyka ta jest ciężko dostępna i na razie muszę się zadowolić słuchaniem 30s. kawałków na amazonie. No cóż, może z czasem to się zmieni. Są to dźwięki do których na pewno będę wracał i przy których będę się relaksował, a cała ścieżka dźwiękowa otrzymuje ode mnie, jakże prestiżową nagrodę, statuetkę "Polecam, Michał Osiński" ;-)

Etykiety:

Zapowiedź

piątek, 19 marca 2010

Wczoraj ktoś mi przypomniał, niechcący, o tym co obiecałem pisać na tym blogu. Jak możecie zobaczyć obok, zaraz pod tytułem bloga, miałem pisać o informatyce, o turystyce, o muzyce i, no właśnie, o filmach. Oglądam ich bardzo dużo, a wiedza o ich kręceniu i ogólnie o tworzeniu trochę się powiększa, zapełniając kolejne rekordy w umysłowej bazie danych. Także o ile na razie nie będę pisał o turystyce, ponieważ średnio mam środki na jakiś wypad w góry, to czemu nie miałbym pisać o muzyce, filmach i całej reszcie? Więc ten post jest zapowiedzią. Zapowiedzią nowej fali postów jakie, już nie długo, będziecie mogli przeczytać tutaj (albo też w innych zakątkach Internetu). Czekajcie cierpliwie :-)

Etykiety: ,

2+2=5

poniedziałek, 15 marca 2010

Naevus pigmentosus.
Excisio completa.

Znamię barwnikowe.
Wycięte w całości.

To oznacza powyższy tekst po łacinie, a tym samym moje wyniki. Generalnie nic mi nie jest. :-)

Etykiety:

Bajka cz.2

sobota, 13 marca 2010

Doris jechała już od dwóch tygodni na swoim koniu, Płotce. Była okropnie wyczerpana, zapasy żywności skończyły się dwa dni temu, a woda w bukłaku pozostała tylko w ilości kilku kropel. Była głodna, spragniona i zmęczona. Marzyła tylko o tym aby znaleźć się w jakiejś karczmie i zaspokoić swój głód, i pragnienie, i zasnąć długim, mocnym snem. Niestety, dookoła był tylko piasek. Na horyzoncie nie widać było ani żadnego miasteczka, ani też żadnej żywej duszy. I tak Doris błądziła od czternastu dni po pustyni. Najgorsze było słońce. To ono paliło jej skórę. To ono sprawiało, że bolały ją oczy i to przez nie była tak zmęczona. Na prawdę miała już tego dość. Na szczęści już zmierzchało. Noc będzie zimna, pomyślała Doris. To jedyna pociecha tutaj po tak upalnym dniu. Podniosła głowę i zobaczyła oazę. Na początku myślała, że to zwidy, ale nie, ona na prawdę tam była, a przy niej trzech mężczyzn poiło swoje konie. Podjechała do nich na bezpieczną odległość i z wycelowaną kuszą na największego z mężczyzn krzyknęła.
- Nie szukam zwady. Chcę tylko napoić swojego konia i uzupełnić zapasy wody, więc bądźcie tak mili i odsuńcie się trochę. Nie chcę żeby wam coś się stało. - Ledwo trzymała kuszę, ale wiedziała, że jeżeli będzie musiała walczyć to zrobi to. Walka nie potrwa długo. Ona jej nie przeżyje. Mężczyźni po krótkiej wymianie zdań w niezrozumiałym języku odsunęli się od wodopoju. Doris odczekała jeszcze chwilę, tak dla pewności, i podjechała. Gdy Płotka schyliła się aby napić się wody, Doris spadła. Zemdlała z wycięczenia.

***


Obudziła się w pokoju. Nie do końca wiedziała gdzie jest i w ogóle co się stało. Czuła się dobrze jednak była bardzo osłabiona. Usiadła na łóżku, zorientowała się, że ma na sobie zwiewną, lnianą koszulę. Rozejrzała się po pomieszczeniu. Zaraz obok łóżka, na krześle, leżały jej czyste i starannie złożone ubrania. Broń była oparta o krzesło. Z drugiej strony pokoju, na stoliku stał dzbanek z wodą i śniadanie. Doris nie miała sił żeby się podnieść z łóżka i sięgnąć po wodę. Opadła na słomiany materac i zasnęła. Obudziła się następnego dnia. Czuła się już znaczenie lepiej i nawet miała ochotę wstać z łóżka i przejść się po pokoju. Wstała i zobaczyła, że nie jest sama w pomieszczeniu. Na krześle przy drzwiach siedziała mała dziewczynka w wieku mniej więcej dziesięciu lat. Była drobna, a jej śliczna buźka zasłonięta ciemnymi, falowanymi włosami, uśmiechała się. Miała w sobie coś dziwnego, coś jakby wcale nie była dzieckiem. Jej oczy. Jej oczy, nie pasowały do tego dziecka. Wyglądały jak oczy starszej osoby zmęczonej życiem, a raczej bagażem doświadczeń jakie to życie jej zaoferowało. Było jeszcze coś co nie pasowało do reszty w tej dziewczynce. Zdecydowanie nie była stąd.
- Jak masz na imię? - zapytała mała dziewczynka.
- Doris, a ty?
- Judi. Skąd jesteś? - Doris pod wpływem tych pytań poczuła się jak na jakimś przesłuchaniu. Czy ta mała dziewczynka nie wie, że ledwo otarłam się o śmierć i teraz chciała bym tylko odpocząć.
- Znikąd. - odpowiedziała - Możesz mi powiedzieć co to za miejsce?
- Chyba nie powinnam, ale z drugiej strony niedługo i tak się dowiesz, więc co mi szkodzi. Jesteś w świątyni Matki Życia i Śmierci.
- Gdzie? - zdziwiła się Doris. Nigdy wcześniej nie słyszała o żadnym podobnym kulcie w tej części północnego Emiratu.
- No w świątyni. Nie martw się tu jest fajnie.
W tym momencie ktoś delikatnie zapukał w drzwi i nie czekając na pozwolenie wszedł. Była to dosyć młoda kobieta, w jasnych szatach.
- Witaj, nazywam się Vera, jestem starszą siostrą Matki Życia. Widzę, że już nie śpisz, więc może ubierzesz się zejdziesz na dół, wszystkie siostry już na Ciebie czekają.
- Dziękuję siostro. Zaraz zejdę, powiedź mi tylko co tutaj robię.
- Oh, nie pamiętasz. Tydzień temu trzej mężczyźni przywieźli cie tu. Byłaś w stanie skrajnego wyczerpania, gdyby nie oni pewnie byś zmarła. No, ale przywieźli Cie tutaj, a my się tobą zaopiekowaliśmy.
- Dziękuję. Oczywiście za wszystko zapłacę i jak tylko będę wstanie wsiąść na konia to nie będę wam przeszkadzać i pojadę w swoją stronę.
- Oczywiście, zrobisz jak ze chcesz, ale nam tutaj nie przeszkadzasz. Rzadko mamy gości i cieszymy się z każdych odwiedzin. Ale już wystarczy tego gadania. Razem z innymi siostrami będę na ciebie czekała w głównej sali.
Doris wstała z łóżka. Sprawiło jej to trochę problemu, bo dalej była osłabiona. Chciała się ubrać, ale przypomniała sobie, że mała dziewczynka nadal jest w pokoju.
- Mogła byś wyjść, chcę się ubrać.
- One wcale nie są takie miłe. - odpowiedziała, jakby zupełnie nie słyszała tego co mówi Doris. - One chcą Cie wykorzystać, zrobią z Ciebie ofiarę, a ty będziesz mogła tylko wybrać dla której matki chcesz złożyć ofiarę.
- O czym ty mówisz?!
- Lepiej się pospieszmy, jestem już trochę głodna. - Doris wydawało się, że dziewczynka gada zupełnie bezsensu i chyba sama nie zdaje sobie sprawy co mówi. Kiedy drzwi zamknęły się za Judi, mogła w spokoju się ubrać. Nie było to łatwe, ale w końcu jej się udało. Wyszła ze swojego pokoju, poszła korytarzem na prawo aż dotarła do spiralnych schodów. Zeszła po nich trzymając się poręczy. Schody od razu prowadziły do wielkiej sali. Wtedy usłyszała po raz pierwszy głos Wielkiej Matki. Świat zaczął jej wirować. Kolana odmówiły jej posłuszeństwa i nie utrzymały ciężaru ciała. Upadła. Zaczęła rzucać się po kamiennej posadzce, a z jej ust zaczęła sączyć się piana.
- Widzicie siostry! To ona! To jest nasza wybranka! - po całej sali rozległ się donośny głos. Bez wątpienia była to Wielka Matka. Zeszła ze swojego ciężkiego fotela, ustawionego na końcu stołu i powolnym krokiem zbliżyła się do Doris. Pochyliła się nad nią i rzekła - Siostry! Musimy zabrać ją do Matki...
- Śmierci - dokończyła za nią Doris. W tym momencie jej sztylet wbity w podbródek sięgnął już mózgu i zakończył żywot Wielkiej Matki. Korzystając z zaskoczenia jaki wywołała, Doris szybko podniosła się z ziemi i ściągnęła szaty które dostała od sióstr. Chwyciła Judi, która stała przy kolumnie obok, za rękę i razem z dziewczynką ruszyła w stronę wyjścia. Zanim inne siostry zareagowały, Doris i Judi jechały już przed siebie, za plecami zostawiając świątynie Matki Życia i Śmierci, która już nikomu nie zrobi krzywdy.

Etykiety:

2+2=?

środa, 10 marca 2010

Miałem iść najpierw we wtorek, ale stwierdziłem, że nie będę opuszczał zajęć w szkole. Stwierdziłem, że w takim razie pójdę dzisiaj. Normalnie mam na 9:50, ale tak się złożyło, że jeszcze nie mam dwóch angielskich, wiec do szkoły mam na 11:50. Wstałbym poszedł bym na 9 na zdjęcie szwów i po wyniki. To ojciec dzwonił czy są już wyniki czy nie. Są. Ale okazuje się, że trzeba się najpierw zarejestrować żeby je odebrać, o tym ojciec nie wspomniał. Więc wstaje sobie dzisiaj o 7:30, myje się, jem śniadanie, wyprowadzam psa. Pytam ojca czy na pewno nie trzeba się rejestrować po odebranie wyników, bo tak powiedział mamie, a ja na karteczce ze skierowaniem mam, że trzeba. A on na to, że tak, trzeba. No i chu... Dzwonie tam do nich, najpierw zajęte. Po jakich 15min wreszcie się dodzwoniłem. Zarejestrowałem się na 15 marca, czyli poniedziałek. Niby szybko, ale po co kurde, wstawałem dzisiaj o 7:30?! Mogłem wstać o 10 i bym się wyspał. Jestem... trochę wkurzony, ale to nie jakoś bardzo, bardziej mam wszystkiego dosyć. Chyba tyle na dzisiaj. Pewnie kolejna notka w poniedziałek.

Etykiety:

Dzień kobiet

poniedziałek, 8 marca 2010

Już od czterech lat ta tradycja żywa
Męskie plemię wciąż pisuje i nie odpoczywa
Ten wiersz poświęcony będzie Wam w całości
Chwalić będziemy Wasze cnoty i krągłości
Choć niektóre ich nie mają to cieszą nas strasznie
Gdy ładnie się ubiorą i uśmiechną rubasznie


Kobiety te co piękne i te niedoskonałe
Wszystkie jakieś mają, duże albo małe
Oczy które piękne są i pociągające
Tak samo jak usta Wasze, piękne i kuszące
Nogi Wasze smukłe niosą nas w odmęty
W których natrafiamy na podłe zakręty


Gąszcze nam niestraszne ani złe potwory
Bo Wy nam robicie przepyszne przetwory
Choć dzieli nas wszystko, a nie scali nic
Zawsze nas pociąga wasz ponętny…
Mówimy o zaletach bo przecież nie o dżemie
Musimy chyba kończyć bo tracimy powodzenie


Zatem w święto Wasze jakże uroczyste!
Wódki kolorowe lepsze są niż czyste


Wasze zdrowie
My wznosimy
Jeszcze nad tym pomyślimy

Czerny
Olson
Osa


W tym szczególnym dniu Wszystkiego Najlepszego wszystkim kobietom!

Przedmiotowść

wtorek, 2 marca 2010

Dire Straits - Brothers In Arms

Dawno nie pisałem. Jedną z najbardziej wnerwiających mnie rzeczy w życiu jest, zaraz po czepianiu się i hipokryzji, traktowanie ludzi niczym przedmioty. Wszystkie polecenia bez żadnego "proszę", "czy mógłbyś" itp. od jakiegoś czasu spotkają się z moją asertywnością na jednym ringu MMA, gdzie wszystkie chwyty są dozwolone i i wygrywa silniejszy. Często ta słowna walka, jest bolesna, przynajmniej dla mnie, bo nie wiem jak druga strona to odbiera, wykrzyczane zdania, które po części tylko są prawdą, trafiają celniej i zadają większe obrażenia. Jednak, ja mam już dość takiego traktowania. Będę walczył do końca, choćby nie wiem jak miałoby się to skończyć. Już mi nie zależy. Jeszcze tydzień temu mi zależało i będąc jedyną osobą w domu która patrzyła trzeźwym okiem na całą sytuację, oceniałem ją neutralnie i nie obwiniałem teraźniejszego przeciwnika, zbierając po dupie najbardziej ze wszystkich. A teraz... teraz jest mi już wszystko obojętne. Chyba już dawno pogodziłem się z tym, że nie mam ojca...

Etykiety: