webriddles

Cześć! Wreszcie się przełamałem aby założyć własnego bloga. W związku z tym będę tutaj, od czasu do czasu, zamieszczał jakieś posty, Jedne bardziej związane z moim życiem inne mniej. Myślę iż moje teksty będą nawiązywały do takich tematów jak muzyka, informatyka, film, turystyka, życie prywatne i "inne". Serdecznie zapraszam do lektury :)

Pewien pomysł

czwartek, 18 lutego 2010

Wpadłem dzisiaj na pewien pomysł. Na razie utrzymam go w tajemnicy, ale mogę powiedzieć, że pierwsze kroki zostały już poczynione, a jak to się mawia "najtrudniejszy pierwszy krok". Wiem, że czekać mnie będzie dużo pracy z tym projektem, ale mam nadzieję, że podołam. Generalnie jest to projekt bardziej dla mnie. Większości z was raczej on nie zainteresuje, ale może i tak spojrzą z ciekawością na niego :-)

Etykiety: , ,

0Rh-

środa, 17 lutego 2010

Mam zamiar oddać krew w piątek. Czemu akurat w piątek? Bo tylko w tym tygodniu mogę oddawać krew, bo później z powodu zabiegu mam 6-miesięczną przerwę. Więc pytanie, ktoś chce iść ze mną? Podzielę się czekoladą :-)

Etykiety:

Bajka

sobota, 13 lutego 2010

Była noc. Służąca miejscowego kupca właśnie wyszła z domu wylać brudną wodę z kąpieli wielmożnego. Poszła za dom, gdzie skarpa schodziła w stronę małej rzeczki rozlewającej się na łąkę, wzięła zamach i chlusnęła wodą z miednicy na skarpę. Westchnęła ze zmęczeni, odwróciła się i sobaczyła je. Wielkie, żółte ślepia wpatrujące się w nią. Ogromne kły sterczące ze zwierzęcej paszczy z której jęzor zwisał, ociekając odrażającą śliną. Ale to nie był zwierz, każdy mieszkający trochę dłużej niż tydzień w Vilmorze dobrze wiedział jaki straszliwy sekret skrywa ta, z pozoru spokojna, mała miejscowość kupiecka. Każdy słyszał w nocy wrzaski, nieszczęśników, którzy wyszli z domu po zmroku i nie mieli na tyle szczęści, żeby do nich wrócić. Każdy znał tutaj małą Rose. Niegdyś śliczną dziewczynkę lubiącą bawić się swoimi długowłosymi, blond lalkami. Ale Rose już nie była tą małą dziewczynką, nie w noc przy pełni księżyca. Teraz Rose w dzień spała w swoim sarkofagu, a w nocy wychodziła na łowy. Biedna służąca, już nigdy więcej nie zobaczyła swoich dzieci. Został tylko po niej palec i parę zakrwawionych szmat.
Słońce ledwo wyłoniło się na horyzoncie, a w gabinecie burmistrza Vilmorza huczało.
- Przeklęta dziwka! To już dwunasta osoba, którą ta smarkula wpierdzieliła na kolację! Jej stary ma szczęście, że zmarł z rozpaczy bo osobiście nabiłbym go na hak! I co ja mam zrobić?! Całe miasto boi się wychodzić z domów nawet za dnia!
- Może spalić ją za dnia, razem z tym jej sarkofagiem?
- Oszalałeś Dangris?! Jak ona tylko zacznie się palić to od razu wyskoczy i pozabija całą mieścinę! Tu trzeba jakieś szamana czy cuś, oni się znają na takich dziwactwach.
- Nie panowie - zabrał głos burmistrz. Gruby, starszy facet, z siwą brodą - w naszej sytuacji chyba nie ma żadnego rozwiązania.
Drzwi do gabinetu otworzyły się, a do pokoju wpadł jeden z gońców straży miejskiej.
- Burmistrzu, melduję, że, tneteges, do miasta przybyła właśnie ta, no, jak jej tam? No ta łowczyni z Gwidionu, ta od tych no, od bazyliszków.
- Znaczy się Doris?
- No o właśnie! Właśnie przybyła do miasta i pytała się gdzie burmistrza znaleźć, to mnie kapitan wysłał, żebym zawiadomił...
- Że zaraz przyjdę - Odezwał się damski głos, a do pomieszczenia weszła niezbyt wysoka, młoda dziewczyna. Od razu można było spostrzec, że znała się na bazyliszkach. Miała to samo spojrzenie co te gady. Była raczej blada, a jej ciemne włosy jeszcze bardziej podkreślały jej kolor skóry. - Słyszałam, że macie tutaj jakieś kłopoty
- E... tak, panno Doris - zająkał się burmistrz - Ale to chyba nie dla takiej delikatnej osóbki jak pani.
- To się jeszcze okażę. Wyciągaj kasę na stół, a ja Ci powiem co za to mogę zrobić z waszym problemem.
- Hola! Jeszcze nikt nie mówił o wynajmowaniu Ciebie, panno Doris. Słyszeliśmy o twoich wyczynach w innych prowincjach Księstwa, ale to tylko plotki.
- Słyszeliśmy też, że trochę inaczej wygląda Doris - pogromczyni bazyliszków - odezwał się jeden z radnych burmistrza.
- Pewnie to, że jestem grubsza, tak? To są plotki. Zapewniam panów, że wszystko co słyszeliście o moich osiągnięciach to czysta prawda. To jak będzie z tą waszą bestią? Płacicie, czy mam jechać dalej, do innego miasteczka?
Mężczyźni spojrzeli po sobie, kiwnęli jednomyślnie z lekkim jednak grymasem na twarzach.
- Płacimy. 300 złotych jurenów i ani glita więcej.
- Może być. To gdzie jest ta wasza przyjaciółeczka?

***


Dochodziło już do północy. Doris kroczyła sama przez zarośnięty już cmentarz. przecinała gęste paprocie, aż doszła do właściwego miejsca. Niestety, spóźniła się, sarkofag był już otwarty. Bestia wyszła na łowy. Nie mogła jednak pójść gdzieś daleko, północ właśnie wybiła na zegarach w ratuszu. Doris poczuła na sobie czyjś oddech. Wiedziała, że to może być mała Rose. Nie odwróciła się. Wiedziała, że jak się odwróci będzie już po niej. Bestia nie da jej czasu na tyle aby wzięła zamach mieczem i odrąbała jej głowę. Rose zrobi to pierwsza. Doris jednak wiedziała co może zrobić. Musiała tylko zaryzykować, kto będzie pierwszy ona, czy dziewczyna zmieniona w bestię? Doris zebrała wszystkie siły w sobie. Skoczyła do przodu, wprost do sarkofagu. Bestia zareagowała instynktownie. Jej wielkie pazury rozpruły pancerz Doris. Plecy także. Łowczyni jednak wykorzystała siłę tego ciosu i zdążyła się obrócić tak, aby do trumny upaść na plecy. Bestia ruszyła za nią. Skoczyła wprost do swojego sarkofagu. I zawyła przeraźliwie. We wszystkich domach w Vilmorze zapaliły się nagle światła. Wszyscy się zastanawiali czy łowczyni przeżyje. Doris odrzuciła ciało bestii. Wyciągnęła miecz z jej truchła i jednym ciosem odrąbała jej łeb.
- Zdychaj bestio. Żegnaj Rose.

Etykiety:

...

piątek, 12 lutego 2010

Perfect - Niepokonani

Ciężki dzień. Dopadł mnie głęboki duł. W sumie nie wiem czemu. Cały czas, wszystko po mnie spływało (albo przynajmniej, nie rozpaczałem tak jak cała rodzina), ale teraz dziwne poczucie bezradności, zbliżającego się końca. W sumie nie wiem czemu. Okay, dawno stwierdziłem, że długo nie pożyję. Czuję to po prostu. Ale dzisiaj nie chodziło o to. Nie wiem, w ogóle o co w tym wszystkim chodzi. Już wcześniej pisałem, że koniec z Osą jaki był wcześniej, a teraz to chyba na prawdę się dzieje. Wiem ta notka jest strasznie bez sensu, niespójna, bez logiki, a blog coraz bardziej przypomina emo-blog. Trudno. Ale muszę coś napisać bo inaczej wybuchnę. Kurde, na prawdę nie wiem co jest grane. Depresyjny nastrój nie odpuszcza. Okropne uczucie. Takie... Bezsilność. Vanitas marność, to jest czym w takich chwilach się czuję. Wiem, że to głupia myśl. Fuck! Nie piszę już więcej bo tylko coraz więcej osób będzie się martwić. Nie lubię tego.

Nie traktujcie tej notki poważnie. To są moje przemyślenia w stanie lekkiego załamania psychicznego, więc nie należy się nimi przejmować, a już na pewno nie należy nawiązywać do tej notki w jakiejś rozmowie ze mną. Koniec.

Etykiety:

3 luty...

sobota, 6 lutego 2010

No tak, zaległa notka. Obiecałem, że się pojawi więc słowa dotrzymać muszę. Na początek gwoli wyjaśnienia, nie napisałem jej w środę ponieważ odcięli mnie od internetu źli ludzie (mieli to zrobić dopiero w piątek). No, ale zmierzając do 3 lutego.

Więc... byłem u onkologa. Najpierw oczywiście musiałem wyczekać się swoje w kolejce. W tym czasie wypełniłem oświadczenie, niby normalna rzecz, jakieś moje dane upoważnienie osoby, aby lekarz miał kogo informować o moim zdrowiu itd. Wszystko cacy, oprócz punktu drugiego, który ni w chu... bił pełnią optymizmu. "2. W razie mojej śmierci upoważniam niżej wymienioną osobę do otrzymania mojej pełnej dokumentacji medycznej". Optymistyczne podejście do tematu, nie ma co. No więc po godzinnym czekaniu na korytarzu, wreszcie wyczytano moje nazwisko i mogłem wejść do gabinetu. Tam powiedziałem co i jak, lekarz spojrzał na moje znamię (trochę to dziwnie brzmi, trochę jak z Harrego Pottera, albo coś) i powiedział coś w stylu: "No to duże raczej trzeba wyciąć, reszta... no może w sumie zostać." Oczywiście głosem bez przekonania. Tak więc po 2 min w gabinecie, wyszedłem ze skierowaniem na operacje wycięcia kawałka pleców. Termin mam na 22 lutego między godziną 9, a 11.

Na dzisiaj to chyba tyle. Mimo wszystko trochę się rozpisałem :-)

Etykiety: