webriddles

Cześć! Wreszcie się przełamałem aby założyć własnego bloga. W związku z tym będę tutaj, od czasu do czasu, zamieszczał jakieś posty, Jedne bardziej związane z moim życiem inne mniej. Myślę iż moje teksty będą nawiązywały do takich tematów jak muzyka, informatyka, film, turystyka, życie prywatne i "inne". Serdecznie zapraszam do lektury :)

Bajka cz.4

wtorek, 20 kwietnia 2010

Doris była już po kilku kolejkach piwa w jakiejś przydrożnej karczmie. Tego jej było właśnie trzeba. Po ostatnim zadaniu martwiła się trochę o małą Judi, ale wiedziała, że teraz będzie dobrze, kapłani ze świątyni Teska dobrze się nią zaopiekują i poduczą ją w jej zdolnościach. Drzwi do karczmy otworzyły się, a w nich stanął stary mężczyzna z długą siwą brodą, gdzie nie gdzie widniały jeszcze rude włosy z minionych lat. To był Helmir, stary przyjaciel i niegdyś trener Doris. Teraz jedyna osoba z którą mogłaby porozmawiać o wszystkim, oczywiście jeżeli są akurat w tym samym mieście. Helmir podszedł do stolika Doris i zajął miejsce na przeciwko niej.
- Słyszałem, że nieźle się spisałaś w tej świątyni. Moje gratulacje. Od razu wiedziałem, że dasz radę z tym zadaniem.
- Witaj Helmirze, dobrze Cie widzieć. Chyba jestem już trochę zmęczona tym całym moim "fachem". Może już czas się jakoś ustatkować. No wiesz, kupić dom i siedzieć na dupie.
- Chyba nie dałabyś rady tak żyć, ale odpoczynek na pewno by Ci się przydał. Zamiast marudzić lepiej opowiedz mi jak tego dokonałaś.
- No więc. Kiedy jechałam pustynią dość szybko skończyła mi się woda. Na szczęście dość szybko znalazłam wodopój. Kiedy tak napełniałam sakwy wodą, zjawili się trzej rabusie. Na początku chcieli mnie obrabować, ale się nie dałam. Za to zaproponowałam im układ. Oni mieli mnie zanieść do świątyni jako umierającą z pragnienia i wycięczenia, a ja w zamian im zapłacę i to całkiem nieźle. Tak właśnie trafiałam do świątyni. Przez cały czas udawałam, że jestem nie przytomna, to było straszne. Byłam bardziej zmęczona po całym dniu niż po tygodniowym treningu. No ale cóż, taka praca. Potem to już sprawa sama się układała tak jak planowałam. Poznałam Judi, musiałam się najpierw upewnić czy to ona. A samo morderstwo to chyba wiesz jak mi poszło.
- No dobra, ale jak Ci się udało stamtąd tak szybko uciec. Skąd wzięłaś przygotowane konie i tak dalej?
- Otóż w tej świątyni była kapłanka o imieniu Vera. To ona zaoferowała się z pomocą. Obiecała mi przygotować konie, jedzenie na kilka dni i wodę, w zamian za zabranie z tą Judi. Nie wiem jaki miała w tym interes, nie moja sprawa. Widocznie obie na tym skorzystałyśmy.
- Jestem z Ciebie dumny Doris.

Koniec.

Etykiety: