Życie...
piątek, 15 stycznia 2010
Ostatnio coraz częściej zastanawiałem się nad swoim. Zastanawiałem się co chce tak na prawdę w nim robić, do czego dojść i co osiągnąć. Pomysłów jest dużo, większość raczej niebezpieczna i przez to pociągająca. Ale plany to nie wszystko. Plany mają jeden poważny minus - nie przewidzisz wszystkiego. Chodź by nie wiem jak bardzo ktoś by się starał przewidzieć wszystkie możliwości i tak zdarzy się coś czego nie przewidzieliśmy. Jedna taka mała nieprzewidziana rzecz i może zrujnować nam nasze marzenia, plany. Tak to już w życiu bywa i nic na to nie poradzimy. Ale co wtedy? Co wtedy, kiedy nasze plany poszły w zapomnienie? Czy się poddać i uruchomić plany awaryjne? Czy może zebrać w sobie wszystkie siły i walczyć z przeciwnościami losu? Jeszcze parę dni temu powiedziałbym: "Don't Give Up", ale teraz skłaniałbym się ku opcji drugiej. Plan awaryjny. Chyba mogę powiedzieć, że w razie czego go mam. Raczej się nie spodoba innym, ale mam nadzieję, że zrozumieją. Plan ten ma na celu jedną prostą rzecz, za wszelką cenę spełnić swoje marzenia. Podejście trochę egoistyczne, ale o bliskich mi osobach na pewno nie zapomnę. Niemniej jednak mam nadzieję, że tego planu nie będę musiał realizować i za kilka dni albo tygodni, będę mógł schować go z czystym sumieniem do szuflady i przywalić innymi papierami, żeby zapadł w niepamięć.
Etykiety: Ogólne
<< Strona główna